Jak się z dziada robi pan…

Ciężko jest żyć tak aby mimowolnie w różnych sytuacjach życiowych nie oceniać ludzi, którzy stają na naszej drodze. Przez choćby ułamek sekundy, ale musimy…

zdefiniować czyjeś zachowanie, czyiś sposób bycia, ekscentryczny wygląd…

W większości przypadków robimy to w myślach, nie wypowiadamy na głos krzywdzących komentarzy, nawet jeśli uważamy, że mamy prawo do swobodnego wyrażania swoich opinii – czasami lepiej jest milczeć.

Bronię się przed ocenianiem innych ludzi, choć muszę przyznać, że jest to chyba odruch bezwarunkowy. Wszak – kiedy idziesz ulicą i widzisz patologiczne zachowania, słowa same cisną Ci się na usta, a w głowie masz tysiące myśli. Oceniasz. Nic co ludzkie nie jest Ci obce. Nie jesteś robotem. Liczę się z tym, że i ja jestem codziennie poddawana ocenom, jako matka, kobieta, partnerka… córka, koleżanka, ciocia, a nawet osoba pozostawiająca ślad w Internecie… Pozostaje mieć nadzieję, że w zderzeniu z krytyką stawię jej należycie czoła.

A skoro już jesteśmy przy ocenianiu…obserwacji ludzi…spostrzeżeniach…

Zaobserwowałam u siebie alergię. Alergię na ludzi, którzy są po prostu niemili. I gardzą w najobrzydliwszy sposób innymi…słabszymi, prostymi, ubogimi… Którym odbiło. Którzy są cholernie interesowni, pazerni, zazdrośni. Którzy [prawie jak przeciętny polski polityk] kiedy już dopadną koryta stają się gorsi niż byli. Nie uniknę niestety obcowania z takimi ludźmi. Chcę jednak uniknąć jednego…odwzajemnienia pogardy. To odczucie cholernie niskich lotów, z którego nigdy nic dobrego nie było i nie będzie. Nasuwa mi się  tutaj powiedzenie…

Najgorzej jest kiedy z dziada zrobi się Pana…

Zdarzyło mi się już widzieć te przeobrażenia… Z dziada w pana…Zawsze te wielkie metamorfozy odbywały się po ogromnym zastrzyku gotówki. Magia pieniądza. Tylko, że za pieniądze nie kupi się szacunku. Nie kupi się szczęścia. Pocieszające jest jednak to, że są ludzie u którzy pomimo wysokiego statusu społecznego zachowali coś co sprawia, że zasługują na szacunek – to silny kręgosłup moralny. Nie sztuką jest bowiem być wielkim Paniskiem, który nie odpowie Ci dzień dobry bo nagle przestaje Cię poznawać…Sztuką jest osiągnąć wiele i pozostać człowiekiem…

www.pixabay.com

Będę aktywniejsza wiosną – bieganie

Jeszcze jesienią pisałam Wam o zaletach pieszego trybu życia. Spacery praktycznie totalnie wyeliminowały moje migreny, skóra się ujędrniła. Same zalety. http://zyciebezmejkapu.pl/index.php/2017/09/05/lekarstwa-na-migrene-nie-kupisz-w-aptece/

Do wiosny niby niewiele zostało, ale jak wiemy z doświadczenia śnieg i mróz mogą pojawić się jeszcze w kwietniu więc studzę trochę mój przedwczesny optymizm. A muszę się przyznać, że mam go całkiem sporo. Zwłaszcza jeśli chodzi o moje nowe postanowienie. Otóż…Zamierzam biegać. Eureka! 🙂 Na tę okoliczność poczyniłam już nawet zakupy w Decathlonie (na razie legginsy i butki do biegania). Park jest rzut beretem, a ja mieszkam tutaj od niespełna 7 lat. Lepiej późno niż wcale zreflektować się i w porę zacząć korzystać z dobrodziejstw otoczenia. Do kolekcji jest też las! Ale tam grasują dziki, a moja kondycja początkującej biegaczki może mi nie pozwolić na dostatecznie szybką reakcję i spierniczenie na drzewo 😉 Mam też pierwszą ochotniczkę do wspólnego wieczornego biegania, a jak wiadomo – w kupie raźniej 😉

Dlaczego bieganie?

Niestety z cierpliwością u mnie kiepsko, odpadają więc programy znanych fit motywatorek (z całym szacunkiem), odpadają siłownie stacjonarne i karnety, odpadają brzuszki i tańce. Z kolei gdybym zaopatrzyła się w orbitreka obawiam się, że moja aktywność poza domem spadłaby do zera! A ja chcę jak najwięcej przebywać na świeżym (no dobra, smog w Katowicach itp…)powietrzu.  Bieganie to połączenie przyjemnego z pożytecznym. Uznałam bowiem, że skoro lubię spacerować, a nierzadko muszę szybko maszerować żeby gdzieś zdążyć to w takim wypadku bieganie pokocham 🙂 Nie wiem tylko czy z wzajemnością. Mam nadzieję, że tak! 🙂 Nasz park jest bardzo przyjemny dla oka. Niedawno powstała tam nawet siłownia (coś z cyklu poćwicz na otwartej przestrzeni). Więc biegając sobie alejkami będę mogła spróbować swoich sił na owej siłowni 😉

Nie ukrywam, że chciałabym ujędrnić bardziej pewne partie ciała takie jak pupa i uda. Oprócz tych czysto próżnych pobudek chcę poprawić wydolność organizmu, wzmocnić układ krążenia. Nie w głowie mi maratony i półmaratony, ale bardzo motywują mnie wpisy dobrych znajomych, dla których bieganie stało się pasją i sprawia im ogromną frajdę, a przy tym odczuwają bardzo pozytywne skutki uprawiania (że tak powiem 😉 ) biegania. Chudną, wzmacniają się, mają jakiś cel.

Dlatego biorę przykład i spróbuję podarować mojemu zdrowiu prezent w postaci jeszcze lepszego samopoczucia!

Ps. I pisze to ta co parę dni temu grypę przechodziła~! 🙂

 

www.pixabay.com

 

Książeczki dla maluszków i nie tylko

Kupując mojej córci pierwszą książeczkę z tej serii nie spodziewałam się kompletnie, że jako (prawie) sześciolatka będzie nadal po nią sięgać. Było to przeszło 4 lata temu 🙂 Od tego czasu kolekcja różnorakich bajek i wierszy mojej psotnicy znacząco się powiększyła, ale seria książeczek: Obrazki dla maluchów Wydawnictwa Olesiejuk jest wciąż jedną z najulubieńszych. Książeczki, które teoretycznie przeznaczone są dla najmłodszych kradną serca również starszym dzieciakom. Tematyka jest zróżnicowana, każda książka ciekawie zilustrowana i opisana, a sztywna oprawa i strony przedłużają zdecydowanie możliwość użytkowania. Córka posiada 6 książeczek, a cała seria liczy ich aż 26, każda nawiązuje do różnych dziedzin życia. Ich autorką jest Beaumont Emilie.

Jak widać na załączonym obrazku niektóre z książeczek są już mocno nadgryzione zębem czasu i nie tylko 😉 Posklejane, obdrapane, ubrudzone – nie ważne! Nadal są na topie i zapewne kiedy Młoda nauczy się czytać będzie rozpracowywać je na nowo 🙂 Dosłownie kilka dni temu będąc w markecie Carrefour mym oczom ukazały się te cudeńka, na dodatek cena była mocno zachęcająca, 9,99 zł. Po chwili wahania zdecydowałam się na książeczkę MORZE. Pomyślałam, że w związku z naszym wakacyjnym wyjazdem nad morze to dobry wybór 🙂 Nie myliłam się. Aktualnie książka niemalże jest wałkowana od A do Z.

Warto dodać, że książeczki te zostały docenione nie tylko przez dzieci i rodziców, ale również przez ekspertów, którzy stwierdzili, że są to jedne z najlepszych książek edukacyjnych dla najmłodszych na rynku. Dzięki nim dziecko może poznać np.: zwierzęta, kolory, cyfry. Dowiedzieć się jakie prace wykonuje się na wsi, jakie skarby skrywa morze i na czym polega praca strażaków. Przyznam się szczerze, że kompletnie nie przejmuję się tym, że na książkach widnieje napis ,,dla maluszków” , a przecież moja córka już maluszkiem nie jest 😉 Sposób zilustrowania i opisy totalnie mnie kupują, nie mam poczucia, że robię mojemu dziecku krzywdę zaopatrując je raz na jakiś czas w takie perełki 🙂

Jeśli więc zastanawiacie się nad kupnem swojej pociesze jakieś naprawdę wartościowej książeczki edukacyjnej to nie wahajcie się i wybierzcie coś z serii ,, Obrazki dla maluchów”. Przekonacie się, że długo posłuży waszemu maluchowi! 🙂

Oczyszczająca pasta do mycia twarzy Ziaja Liście Manuka

Kolorówka w mojej toaletce praktycznie nie istnieje, ale niestety pielęgnacja również kulała ostatnimi czasy…Trzeba było to w końcu zmienić i tak oto wylądowałem w światyni kosmetycznej większości kobiet, czyli Rossmanie 🙂 Poszukiwałam zapomnianego i dawno niewidzianego peelingu morelowego St.Ives. Niestety zapadł się pod ziemię,ale skusiłam się na ciekawe zapowiadającą się pastę głęboko oczyszczającą z ekstraktem z liści Manuka, polskiej firmy Ziaja. Jakiś czas temu sporo dobrego słyszałam o tej serii produktów, przyszedł czas żeby na własnej skórze przekonać się o ich działaniu.

Pełnowymiarowe opakowanie zawiera 75ml produktu. Producent obiecuje dokladne oczyszczenie,redukcję niedoskonałości i przywrócenie równowagi i świeżości naszej skórze. W swoim składzie oprócz ekstraktów z liści Manuka zawiera również zieloną glinkę.

Jedno jest pewne – produkt świetnie oczyszcza, działa na zasadzie peelingu z miałkimi drobinkami, ale konsystencją faktycznie przypomina pastę. Wygładza skórę i likwiduje nierówności i zaskórniki. Ma piękny, odświeżający zapach i jest wydajny. Nie podrażnia!

Cena w stosunku do jakości powiedziałabym, że jest bardzo, ale to bardzo przystępna. 5 zł za tubkę ! Zważywszy na wydajność produktu był to zakup trafiony w dziesiątkę. Jednak ja nie stosuję go codziennie, tylko około 3 razy w tygodniu. Nie chcę po prostu żeby moja cera się totalnie przy nim rozleniwiła 🙂

Zamierzam przetestować jeszcze tonik i krem normalizujący z serii Liście Manuka. Po efektach jakie daje stosowanie pasty jestem przekonana, że pozostałe produkty również dadzą radę mojej mieszanej cerze 🙂

 

Dzień w którym stałaś się wszystkim

Był piękny, słoneczny dzień. Wiosna, 2012 rok. Termometry wskazywały ponad 20 kresek. Od godzin porannych towarzyszył mi ból, stopniowo narastający, zwiastujący nadejście Ciebie. Czułam podekscytowanie, strach, radość, dumę… i zmiany – nadchodzące wielkimi krokami. Twój tatuś trzymał mnie za rękę, przytulał, podawał wodę, masował plecy, pchał stojak z kroplówką. Po prostu był. Chciał trzymać Cię w swoich silnych ramionach i spoglądać z czułością. Zdążył już oszaleć na Twoim punkcie, 11 sierpnia – kiedy dowiedzieliśmy się, że dołączysz do nas. Od początku czuł, że będziesz dziewczynką. Córeczką tatusia, księżniczką.

Czekałam na Ciebie 41 tygodni, aby nareszcie usłyszeć Twój krzyk, zobaczyć Cię, przytulić i rozpocząć naszą magiczną wspólną podróż. Podróż, która trwa już niespełna sześć lat. I choć nie pamiętam dokładnie każdego wspólnego dnia w moim sercu nie ma nikogo równie ważnego jak Ty. Uczysz mnie każdego dnia, wydobywasz pokłady cierpliwości o istnieniu których nawet nie wiedziałam, pokazujesz rzeczy, których moje oczy wcześniej nie dostrzegały, doświadczasz i obdarowujesz sobą.

Próbowałam być matką jak z obrazka, taką co to nie krzyczy, nie upomina, wiecznie się uśmiecha i świergota nad dzieckiem. To nie była dobra droga, szybko sprowadziłaś mnie do pionu, nie poznawałaś mnie – takiej wystudiowanej. Patrzyłaś tymi swoimi ślicznymi oczętami i mówiłaś: ,,No coś Ty Mama”. Chciałaś mnie taką jaką jestem bo taką mnie pokochałaś, nie inną. Bezwarunkowa miłość dziecka.

Jesteś wrażliwa, czuła i opiekuńcza. Dla mnie najpiękniejsza i najukochańsza. Każdego dnia dajesz mi siłę, motywujesz i napędzasz do działania. Dzień w którym stałaś się dla mnie wszystkim był najpiękniejszym dniem w moim życiu. Wytatuowałam go sobie w sercu.

archiwum prywatne, wrzesień 2013